Ale wciąż może mieć okazję pokazać swoje prawdziwe oblicze

blog0 comments

Ale wciąż może mieć okazję pokazać swoje prawdziwe oblicze

Sędzia okręgowy Charles Breyer, który orzekł, że za rządów Busha Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA) nie powinien był udzielać błogosławieństwa GM lucernie bez rozważenia możliwych konsekwencji środowiskowych, finansowych i zdrowotnych (wymaganie prawne). Błędnie zachowując ostrożność, Breyer powiedział, że dopóki USDA nie przeprowadzi odpowiedniej oceny środowiskowej, nie będzie można uprawiać lucerny modyfikowanej genetycznie.

Apelacja, która jest obecnie w sądzie, ma znaczenie. Sędzia Stephen Breyer wycofał się ze sprawy, ponieważ Charles Breyer, sędzia sądu niższej instancji, jest jego bratem. Warto zauważyć, że sędzia Clarence Thomas, który był kiedyś prawnikiem Monsanto, nie wycofał się.

Sprawa zostanie prawdopodobnie rozstrzygnięta latem tego roku, zanim Kagan obejmie nowe stanowisko, zakładając, że zostanie potwierdzona. Ale wciąż może mieć okazję pokazać swoje prawdziwe oblicze. Jesienią ubiegłego roku inny sędzia sądu niższej instancji orzekł, że USDA z czasów Busha popełniło błąd, gdy zatwierdził buraki cukrowe GM bez odpowiedniej oceny środowiskowej. Administracja Obamy miała możliwość wycofania się ze sprawy USDA, ale Departament Sprawiedliwości powiedział sądowi, że jego stanowisko się nie zmieniło.

Zobaczymy, czy Monsanto zajmie się tą sprawą przez sądy apelacyjne. Cokolwiek się stanie, jest prawie pewne, że Sąd Najwyższy nie usłyszał ostatniego z GMO.

Możesz posypać tę zupę miętą lub mięsem kraba z sherry. Po prostu uwielbiam świeżość i kolor tej zupy do wiosennego menu.

Służy 8

Na zupę:     • 2 łyżki masła     • 1 szklanka oczyszczonego, pokrojonego w kostkę pora (tylko biała część)     • 1 ząbek czosnku, obrany i pokrojony na pół     • 4 szklanki bulionu warzywnego (z strąków, z marchewką i cebulą)     • 2 filiżanki świeżego groszku     • 1 łyżeczka różowej soli morskiej lub dowolnej soli morskiej     • 2 łyżeczki Julien świeżej mięty     • 1 szklanka śmietanki

Jako dodatek krabowy:     • 4 łyżki masła     • 1 funt mięsa krabowego     • ¼ szklanki śmietankowej sherry

Zrób zupę: Na średniej wielkości patelni dodaj masło i smaż pokrojone w kostkę pory przez pięć minut. Dodaj czosnek i podsmaż jeszcze trzy do pięciu minut.

W czterolitrowym garnku zupy dodaj wywar z warzyw i świeży groszek. Doprowadzić do wrzenia, następnie zredukować do wrzenia i gotować przez 30 minut.

Wyjąć pół szklanki groszku (te należy dodać z powrotem po zmiksowaniu zupy). Dodaj pory i gotuj przez 30 minut.

Dodaj sól i puree w blenderze lub użyj blendera ręcznego do zmiksowania. Dodaj śmietanę i gotuj jeszcze przez 15 minut, dodaj miętę i wyłącz ogień.

Zrób posyp krabowy: Na osobnej patelni powoli rozpuść masło, dodaj sherry i redukuj przez pięć minut. Dodaj mięso kraba w kawałkach.

Zupę wlać do pojedynczych miseczek i posypać smażonym mięsem https://produktopinie.top/ krabowym.

Aby przeczytać post Reginy o groszku i gustach (i uprzedzeniach) młodości, kliknij tutaj.

Z poprzednich wpisów tutaj (Chicago, strona południowa) i tutaj (Shanghai, strona Puxi), teraz tylko dla kompletności i nostalgii mamy widok na miasto od strony Pudong, jako scenerię dla "Oryginał Szanghaju" piwo, REEB:

FWIW to błysk lampy w tle, a nie cętkowane słońce na chińskim niebie. I wydaje się, że większość tego, co nadaje powietrzu jego kolor, "Chmura" w przeciwieństwie do czegokolwiek bardziej złowrogiego, ale na tym froncie nigdy nie wiadomo. Tuż pod flarą znajduje się strona Shanghai World Expo, o której więcej innym razem."Prawdziwy" tematy an. AKTUALIZACJA: REEB jest jeszcze gorszy niż zapamiętałem."

ubrayj02/flickr

W 2050 roku, kiedy 9 miliardów ludzi mieszka głównie w miastach, nie jest do końca jasne, w jaki sposób wyżywimy wszystkich. Rolnictwo przemysłowe, z jego zależnością od rozległych połaci ziemi, głębokiej taniej wody i niekończących się paliw kopalnych, nie będzie w stanie pomóc – po prostu nie mamy zasobów, aby uprawiać 9 miliardów w przyszłości tak, jak teraz uprawiamy za 7 miliardów.

Grupa 400 naukowców, którzy głowili się nad tym pytaniem, ogłosiła niedawno swoje odkrycia, a ich odpowiedź wygląda zupełnie inaczej niż sposób, w jaki jemy dzisiaj. Międzynarodowa ocena rolnictwa dotycząca wiedzy, nauki i technologii na rzecz rozwoju, kierowana przez Boba Watsona, byłego dyrektora ds. nauki w Banku Światowym, a obecnie głównego doradcy naukowego w brytyjskim Departamencie ds. Środowiska, Żywności i Spraw Wsi, pojawiła się z zaskakującym sprzeciwem wobec establishmentu pomysły. Komitet zasugerował, że aby wyżywić świat, potrzebujemy lokalnego rolnictwa, ekologii, które budują żyzność gleby i utrzymują równowagę ekosystemu bez chemikaliów, a także znacznie bardziej intymny związek geograficzny z naszą żywnością.

To świetny manifest, ważny dla każdego, kto przejmuje się przyszłością żywności i naszej planety. Ale jeśli to jest miejsce, do którego musimy się udać, stajemy przed pytaniem, jak się tam dostać i jak to będzie po drodze. Pole odpowiedzi na to odwieczne pytanie można znaleźć w zachwycającym O ogrodnictwie partyzanckim Richarda Reynoldsa (Bloomsbury).

Reynolds jest dobrze przygotowany do rozmowy o partyzanckim ogrodnictwie, będąc towarzyszem nr 001 (w języku książki to Richard 001) w ruchu, który ma teraz tysiące regularnych rekrutów od Kalifornii po Kapsztad. Z działaniami, które wahają się od żartów po poważne próby nakarmienia ludzi, partyzanccy ogrodnicy są światowym fenomenem i jednym z poważnym planem zmiany społecznej, do którego książka Reynoldsa jest przemyślanym przewodnikiem.

ubrayj02/flickr

To, co łączy wszystkie próby partyzanckiego ogrodnictwa, to głębokie wyzwanie dla praw własności. Jeśli ogrodnictwo nie jest nielegalne, jeśli nie odbywa się na cudzej ziemi bez jego pozwolenia, to nie jest partyzanckie – to tylko ogrodnictwo. Reynolds rozumie historię stojącą za ideą zmiany relacji z ziemią. Cytuje obserwację Che Guevary, że "jest traktorem i czołgiem jednocześnie burząc mury wielkiego majątku… i tworząc nowe stosunki społeczne we własności ziemi."

Książka Reynolda jest solona aforyzmami z Mao i Che, ale prawdziwą szarą eminencją jest Gerrard Winstanley, Prawdziwy Niwelator lub, używając bardziej odpowiedniego skrótu, Winstanley Kopacz, oryginalny partyzancki ogrodnik. Chrześcijański radykał w czasie angielskiej wojny domowej Winstanley posiadał prywatną własność z głośną pogardą. Organizacja, okupacja i uprawa wspólnej ziemi w Surrey w latach 1649-1650, z którą jest najbardziej kojarzony, zostały ostatecznie zniweczone przez władze, ale duch Kopaczy żyje, a pogodzenie się Reynoldsa z Winstanleyem jest jednym z powody, by przeczytać O partyzanckim ogrodnictwie.

Kiedy rozmawiałem z Reynoldsem kilka lat temu, jego głównym zarzutem było to, że "Winstanley zrobił za dużo hałasu" i skończyło się na alienacji potencjalnych sojuszników. Winstanley wolał mówić, a nie siać. Reynolds widzi potrzebę mniejszej politycznej rozwagi i większej podstępności. Dlatego jego książka jest stylizowana na podręcznik, pełen rozsądnych, wyćwiczonych rad. Jeśli na przykład zatrzymają Cię władze, spróbuj powiedzieć, że społeczność chce, aby to miejsce było przyjemniejsze, a jesteś wolontariuszem. Ludziom trudno jest to powstrzymać.

Oprócz spostrzeżeń taktycznych Reynolds oferuje również porady strategiczne, w szczególności dotyczące tego, do której wspólnej ziemi strzelać. W języku, który przynajmniej na wpół żartobliwie przywołuje autorytet generała na wojnie, mówi: "Moją radą jest skoncentrowanie ataku na zaniedbanej ziemi. To namacalny wróg i przeciwnik, przeciwko któremu masz większe szanse na zdobycie poparcia." Jednym z powodów wsparcia jest to, że na zaniedbanych gruntach szybko zauważy się poprawę. Piękniejszy i bardziej produktywny kawałek zielonej przestrzeni to zwycięstwo ruchu i, pragmatycznie, nic nie kończy się sukcesem.

Oczywiście partyzanccy ogrodnicy nie są jedyną grupą, która podejmuje wyzwanie rekonfiguracji naszych wyobrażeń o przestrzeni publicznej. Być może najbardziej spektakularnie jest to, że londyńskie Reclaim the Streets zrobiło swój własny kawałek partyzanckiego ogrodnictwa w lipcu 1996 roku, kiedy przejęli londyńską autostradę M41, wwiercili się w beton i posadzili drzewa, podczas gdy 7000 tańczyło na alejkach.

Reynolds nie był pod wielkim wrażeniem tego wszystkiego i delikatnie ich skarcił, wskazując, że tysiące funtów kosztujących naprawę autostrady można by lepiej wydać na promowanie bardziej trwałych terenów zielonych. Myślę, że tutaj jest pominięta sztuczka. Celem wydarzeń Reclaim the Streets nie jest tworzenie na zawsze arboretum na Westway. Są radykalną odmianą sztuki politycznej, która zmusza nas do ponownego przemyślenia przestrzeni miejskiej i sposobu, w jaki się przez nią poruszamy. Tak, koszt wypełniania dziur na autostradzie był wysoki – ale jako sztuka obywatelska była to okazja.

Kuszące jest odczytanie odpowiedzi Reynoldsa jako trochę zrzędliwej, a czasami wydaje się, że trochę narzeka. Weźmy na przykład jego krytykę podejść marketingowych stosowanych przez niektórych partyzanckich ogrodników, z których niektórzy "używaj uśmiechniętych, przytulających się do kwiatów goryli jako odznaki dla swojego batalionu. Proszę, przestań! Tam, gdzie w szeregach partyzanckich ogrodnictwa jest miejsce na dowcip, zostawmy goryle."

To jednak nie tyle oznaka młodego mglistego, co kogoś, kto poważnie traktuje sprawy polityki miejskiej w prawdziwym świecie. Jego celem nie jest budowanie tymczasowych stref autonomicznych, które wznoszą się i pękają jak bąbelki w coli. Zmaga się z biznesem, jak sprawić, by działalność wywrotowa była zrównoważona. I w tej wizji są strategiczne argumenty przemawiające za powagą.

Nie znaczy to, że partyzanckie ogrodnictwo to praca, a nie zabawa. Jedna z towarzyszek z książki ćwiczy swoje umiejętności partyzanckie, wylewając Miracle-Gro na rośliny innych ludzi. Rezultatem jest zamieszki zieleni, znacznie wykraczające poza to, co zamierzali oryginalni donice. "Gdyby to był zabójca chwastów, byłoby inaczej," mówi Reynolds. To silne poczucie radykalnego psoty znajduje się w DNA prawie każdej grupy, która próbuje wyciągnąć nas z obecnego kryzysu środowiskowego i społecznego.

To, co zapewnia On Guerrilla Gardening, to tylko jedna możliwa, ale niezwykle praktyczna mapa drogowa. To zarówno podręcznik, manifest, jak i, nieoczekiwanie, stolik kawowy, przynajmniej w swoich walorach produkcyjnych. Strony są pełne zdjęć wszystkiego, od roślin konopi indyjskich Severina 888 w niemieckich ogrodach publicznych po bomby nasienne Christophera 1594 (miazgę ziemi, nasion i nawozu, które mają zostać przerzucone na wybrane terytorium) uformowane w kształt dziewięciomilimetrowych pistoletów. Jednak pomimo czasami irytującego języka wojskowego, jest to rodzaj radykalnego manifestu, który możesz przekazać swojej ciotce (poświęca go "Moja mama 008"). I jest to książka, która zasługuje na szerokie grono odbiorców.

To, co oferuje Reynolds, to perspektywa codziennej, trwałej przemiany z widzów w aktywistów. Robi to, generując zaraźliwe poczucie możliwości i nadzieję, które będzie niezbędne, gdy spróbujemy wydostać się z naszego obecnego bagna rolniczego i miejskiego. Będziemy musieli szukać zwycięstwa w walce z kryzysem kapitałowym i środowiskowym, a jeśli zastanawiasz się, jak to się stanie, Reynolds ma odpowiedzi na wszystkie pytania.

Pisarz

Kilka lat temu Manny Howard został zmuszony przez nowojorski magazyn do spróbowania uprawy żywności na swoim brooklyńskim podwórku i utrzymania się na niej przez miesiąc. Manny nie był tak naprawdę zaangażowany w badanie znaczenia "lokalizator" (gumka magazynu); uwielbia dzikie wyzwania niemal każdego rodzaju (polowanie na dzika lub niedźwiedzia, kręcenie filmu w Afganistanie…), a Nowy Jork wiedział, że mają frajera.

Próbując tworzyć "gospodarstwo," Manny zagłębił się tak głęboko w coś, o czym nie miał pojęcia, że ​​prawie stracił małżeństwo (i palec). Spędził miesiące, przygotowując ziemię, na której nic nie rosło od dziesięcioleci, pielęgnując sadzonki pod prowizorycznymi światłami, ustawiając kurniki, budując system nawadniania, próbując nakłonić króliki do rozmnażania się – ucząc się w pracy. Wszystko, co mogło pójść źle, poszło nie tak, łącznie z lądowaniem huraganu na Brooklynie, bezpośrednio na farmie. Stracił 29 funtów.

Andrew Eccles

W niedawnym wywiadzie dla magazynu Elle Manny opisał największe wyzwanie:

"Cóż, mógłbym to podzielić na najbardziej nieszczęśliwe, najbardziej zniechęcające lub wywołać największą nienawiść do samego siebie. To są prawdopodobnie kategorie. Byłem taki szalony i krótkowzroczny. Byłem oddany dokończeniu projektu. Naprawdę stałem się wariatem. Napraw to, co jest zepsute, ulecz to, co chore, nakarm to, co jest głodne – co było prawdziwym darem całego projektu: Zastosuj pracę do problemu, a problem zniknie na, no wiesz, siedem godzin. Nic tak naprawdę nie zostało naprawione ani uzdrowione."

Artykuł, który Manny napisał dla Nowego Jorku, był świetny, a jego książka o jego mniej więcej roku spędzonym na rolnictwie na Brooklynie, która ukazała się pod koniec kwietnia, jest jeszcze lepsza – właściwie porywająca. Moje imperium brudu: Jak jeden człowiek zamienił swoje duże podwórko w farmę to dziwnie eskapistyczna lektura: możesz zastępczo doświadczyć zakładania farmy i możesz być świadkiem szaleństw, błędów i pasji tak wielkich jak twoje .

Według legendy Nowego Orleanu pierwszym koktajlem, jaki kiedykolwiek powstał, był Sazerac, który został zrobiony na starym mieście przez aptekarza. Ten inspirowany Sazeracem napój upamiętnia Phila Greene’a, skarbnika i współzałożyciela Muzeum Amerykańskiego Koktajlu.

• 2 uncje brandy     • ½ uncji prostego syropu     • odrobina soku z cytryny     • odrobina gorzkiej cytryny     • odrobina absyntu

Połącz składniki w szklance do mieszania z lodem. Wymieszaj i przelej świeży lód do schłodzonego kieliszka koktajlowego.

Aby przeczytać o kwestionowanych relacjach z pierwszego w historii koktajlu, kliknij tutaj.

kre8tiv/flickr

Aby przekazać główne przesłanie z góry, Primograno jest dla mnie makaronem chwili. Używam go do mojego makaronu z bottargą i mnóstwem innych potraw … i … im więcej jem, tym bardziej mi się podoba!

Mo i ja pojechaliśmy do Abruzji w lipcu, aby się o tym dowiedzieć, więc makaron był w mojej głowie od solidnych dziewięciu lub dziesięciu miesięcy. Dopiero niedawno to dostaliśmy. Jeśli jeszcze go nie miałeś, sprawdź to. To naprawdę jest dobre i nie tylko ja mówię, że „Joy at the Deli” mówiła mi, jaka ona myśli, że jest pyszna, a Rodger również dodał swoje poparcie. Prawdę mówiąc, prawie wszyscy, którzy go zjedli, powiedzieli to samo. Jeśli w ogóle lubisz makaron, wydaje się, że głupio byłoby go nie spróbować. Nie ma powodu, aby nie dodawać go do swojego repertuaru Martelli, Cavalieri, Morelli (uwielbiam ten z pozostawionymi otrębami), i oczywiście wszystkie inne makarony, które otrzymujemy od ludzi Rustichella.

Primograno jest dostępny w ładnym zielonym i kremowym opakowaniu i znajduje się obok bardziej znanych brązowych torebek Rustichella linguine, fettucine i spaghetti. Jest to makaron z bardzo limitowanej edycji, więc nie ma go za dużo… o ile wiem, jest tylko kilkanaście sklepów, które go sprzedają. Nazwa oznacza "pierwsze ziarno," i odpowiednio, pierwsza przesyłka dotarła do Ann Arbor na czas naszej 28. rocznicy. Jestem zaszczycony, że możemy być jednym z niewielu miejsc w USA, w którym można je zdobyć. To dla nas prezent na rocznicę od rodziny Peduzzi. Primograno ma wyjątkowy smak, jak sądzę, luksusowy, ale w subtelny, subtelny, skromny sposób, który lubię bardziej za każdym razem, gdy go jem.

Po regularnym robieniu Primograno przez ostatnie kilka miesięcy – to prawda, że ​​dostałem woreczki z próbkami, zanim miałeś okazję je kupić – powiem, że bardzo lubię te rzeczy, zarówno w przypadku samego makaronu ( jest całkiem rewelacyjnie smaczny) i dla ducha całego projektu.

Sell Your House Today With Ultra Home Buyers

Fill out a form or give us a call! We have experts waiting to process your information and give you an IMMEDIATE cash offer. Don’t miss this opportunity to get the most money for your house!

Get Your Cash Offer Today